Recenzja: “Samuraje” Śpiewakowskiego

Autor: Mariusz Kołecki (z blogu Gomahashi)

Każdy chyba krytyk uwielbia wystawiać negatywne recenzje – świetnie uchwycili to twórcy filmu “Ratatouille” wkładając w usta kostycznego  Antona Ego następujące słowa: “Pod wieloma względami praca krytyka jest łatwa. Bardzo mało ryzykujemy, zatem bez obaw wywyższamy się nad tych, którzy poddają swą twórczość naszemu osądowi. Najchętniej krytykujemy, bo przecież negatywne recenzje pisze się łatwo i przyjemnie, a publiczność uwielbia je czytać”*

Z wyboru cytatu możecie już wywnioskować, że moja recenzja książki Aleksandra Śpiewakowskiego nie będzie zbyt entuzjastyczna. Pocieszam się jednak tym, że ani autorowi ani wydawcy książki nie zrobię większej szkody… Książka nie jest już bowiem  dostępna w handlu (jako że jej ostatnia edycja pochodzi z 2007 roku jest ona pewnie traktowana jako “staroć”).

Moje wydanie jest jeszcze starsze – 1989 rok, i pewnie nabyłem ją dawno temu, ale przyznam, że mimo, iż książkę tę miałem od lat, nawet o tym nie wiedziałem. Gorzej nawet, bo gdy zarekomendował mi ją kolega, którego znam od lat i który wprowadził mnie w świat tsuby, kupiłem ją natychmiast na Allegro, zatem w efekcie mam dwa egzemplarze. Pocieszam się jednak tym, że w komplecie z “Samurajami” kupiłem bardzo, mym zdaniem, wartościową książkę Ivana Morris’a “Świat Księcia Promienistego” (książce tej poświęcę kiedyś osobną recenzję).

Dlaczego właściwie nie jestem tą książką zachwycony? W końcu jest ona, jak słusznie zauważył recenzent mojego wydania “istną kopalnią wiadomości” o samurajach? Zasadniczo nie powinienem mieć powodów do krytyki – książka wyczerpująco, choć może nieco sucho mówi o ideologii i samurajów, wychowaniu, szkoleniu, wyposażeniu, nie pomijając tak istotnego – z punktu widzenia radzieckiego pisarza – związku samurajskiej ideologii z japońskim militaryzmem XIX i XX wieku. Obrzędowi seppuku poświęcił autor sporo miejsca, jest to zatem gratka dla miłośników tego  krwawego aspektu samurajskiej kultury.

Jak już wspomniałem, styl książki jest suchy, ale nie to najbardziej przeszkadza w lekturze. Książka jest praktycznie pozbawiona kontekstu historycznego, a pierwszy rozdział rozpoczyna się od zdawkowo opisanego “zjednoczenia Japonii w początkach XVII wieku”.  Oczywiście objętość dzieła narzucała granice doborowi tematów, ale to nie usprawiedliwia autora, który opisuje samurajów już jako stan okrzepły i statyczny, kompletnie ignorując jego genezę i kilkusetletni rozwój. Gdyby nie mądre i zwięzłe posłowie autorstwa Sławomira Szulca, można by prawie odnieść wrażenie, że bushi pojawili się jak deus ex machina w okresie sengoku, po to by trwać w bezruchu okresu rządów Tokugawa do czasu zmiecenia ich jako stanu przez rewolucję Meiji. Oczywiście można założyć, że czytelnik tego rodzaju książki ma już pewną wiedzę na temat samurajów, ale jeśli czerpał ją jedyne ze skądinąd doskonałych filmów Kobayashiego i Kurosawy, to istnieje ryzyko, że stereotyp samuraja tkwiący w jego głowie ulegnie utrwaleniu. Książka Śpiewakowskiego mówi bowiem o epoce, w której stan samurajski był już w pełni ukształtowany, i w której skodyfikowana została jego ideologia, a epoka ta to jedynie fragment ponad tysiącletniej historii samurajów.

Próżno w tej książce szukać genezy stanu samurajów, informacji o tym jak doszło do przejęcia władzy przez samurajskie elity i jak władzę tę stracili cesarze. Nie znajdziecie tam również praktycznie żadnych interesujących postaci, opisów ich dziejów czy dokonań, a to czyni tę książkę nieco nudnawą. Nawet takim wyrazistym bohaterom samurajskich epopei jak Minamoto no Yoshitsune czy Taira no Kiyomori (ten ostatni był zresztą nie wojownikiem lecz politykiem) nie poświęcono ani trochę miejsca. Ideologia samurajów jest traktowana przez autora z pogardą marksisty – z jego książki wyłania się człowiek-maszyna, pozbawiony uczuć, fanatyczny, w gruncie rzeczy płytki. Do buddyzmu autor odnosi się dosyć nieżyczliwie, w sposób spłycony (buddyzm jako narzędzie wielkich feudałów), konfucjanizm też nie zyskuje sympatii za swą rolę w wychowaniu bushi.

Jak widać, nie jestem tą książką szczególnie zachwycony. Być może winę ponosi niewłaściwy tytuł polskiego wydania, sugerujący dzieło obszerne, które opisuje pewne zjawisko od jego początku aż do jego końca, w określonym kontekście historyczno-ekonomicznym. Być może byłoby lepiej gdyby polski wydawca zatytułował książkę np. “Ideologia, trening i broń stanu samurajskiego w okresie rządów Tokugawa”…

Komu polecam tę książkę (bo przecież nie twierdzę, że jest ona pozbawiona wartości)?  Przede wszystkim tym, którzy chcą w detalu poznać ceremonię seppuku. Książka Śpiewakowskiego to fantastyczne źródło informacji o tym najbardziej krwawym japońskim rytuale. Co ciekawe, w przypadku seppuku autor zadbał o opis genezy zjawiska, nota bene bardzo ciekawy.

Książka nie kosztuje zbyt wiele, więc w sumie warto dołożyć ją do naszej biblioteczki, ale jeśli wybierać między Śpiewakowskim a Turnbulle’em, bez wahania poleciłbym tego drugiego.

 

 

Aleksander Śpiewakowski

“Samuraje”

Przełożyła Krystyna Okazaki

Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989

ISBN 83-06-01867-2

stron: 156

 

* w oryginale: “In many ways, the work of a critic is easy. We risk very little, yet enjoy a position over those who offer up their work and their selves to our judgment. We thrive on negative criticism, which is fun to write and to read.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 − 9 =

Close